No wlasnie , zamiast brac sie za okna i dywany kazda wolna chwile poswiecam na zabawe ;) Wskrzeszam dawno zapomniane fotografie ... Zyje sobie wspomnieniami , i dobrze mi z tym :)
Wspanialy sposob na chandre i prezent :) Odkrylam "to" przez przypadek pijac kawe u znajomej z pracy . Pokazala mi przy tej okazji swoje albumy i ... Wiedzialam , ze juz o nich nie zapomne :) To zupelnie cos innego niz zwyczajny album do ktorego wslizgujemy zdiecia , i ktory juz po 10-ciu stronach zaczyna nas nudzic . W takim albumie kazde zdiecie sciaga nasza uwage , i emanuje emocja uchwyconej chwili . Moze dlatego , ze animowanie kazdego takiego wspomnienia wymaga od nas nie tylko kreatywnosci , ale wlasnie tego powrotu do danej chwili , wczucia sie w nia , tak , zeby oddac jej odpowiedni charakter .To prawdziwa przygoda artystyczna i emocjonalna . A efekt jest na tyle bardziej interesujacy , ze nie jest to masowa foto-teka , ktora czesto dzwigaja nasze twarde dyski ,gdzie tak trudno o to spontaniczne przegladniecie . Oczywiscie jestem pierwsza konsumentka dobr technologicznych , i tez posiadam swoje mrowisko zdiec ... tyle , ze teraz mam ochote wylonic te , ktore maja dla mnie pewna wartosc , i wyodrebnic je z tej wielkiej masy nic nie znaczacych , robionych bezmyslnie albo zbyt repetytywnie :) No dobrze , mam ochote sie pobawic :)) Moje pierwsze proby dokonalam przy robieniu albumow w pracy dla dzieci odchodzacych do szkoly ... no i polknelam haczyk :) Dzisiaj oczywiscie daleko mi do mojej kolezanki z pracy , jednak zdecydowalam sie na zrobienie prezentu mezowi . Od lat paletaja sie po katach zdiecia z jego dziecinstwa . Jego dziadkow i pradziadkow , do ktorych ma szczegolny sentyment . I byly nawet momenty w ktorych proponowal by cos z tym zrobic ... Kiedys juz myslalam kupic cos w stylu drewnianej skrzynki , ale "dzisiaj" zebralam sie na odwage i ... prawie skonczylam album :) Niesamowita frajda . Juz nie moge sie doczekac do 9-tego grudnia , kiedy to wrecze mu moje pierwsze arcydzielo ;) Oto kilka stron z ktorymi pragne sie z wami podzielic ... kto wie , moze i wy zlapiecie haczyk ?
Dodam tylko , ze to swietnie robi mi na psychike . Malowanie bywa frustrujace poniewaz tak trudno otrzymac to co sobie czlowiek wyobrazi , wiec efekty sa czesto rozczarowujace , a w Scrapbooking'u nie ma tej bariery . Staje sie ta dziewczynka z przeszlosci co tak uwielbiala wycinanki , malowanki i ekslibris'y.
europejska salatka na orientalnym stole bywa niestrawna
Zyje sobie w kraju multietniczym co kilkanascie lat temu ocenialam jako
wielkie bogactwo socjalne . W ktorym dochodzi do tylu wymian kulturowych
... Dzisiaj wszystko jakos sie przeobrazilo . I nie wiem czy to moj
sposob myslenia zmienil sie na przestrzeni czasu ? Czy rzeczywiscie
relacje miedzykulturowe zmienily swoja mentalnosc ? Odczuwam ciezkosc
atmosfery , ktora tlumaczy niechec , dezaprobata i rywalizacja przy
pierwszych wymianach pogladow , przekonan czy wierzen . Wszystko to
jednak ukryte pod gruba warstwa hipokryzji nie-do-zniesienia .
Paradoksalnie spotykamy sie coraz czesciej z "mieszanymi" zwiazkami .
Takimi co to kiedys szokowaly , a dzisiaj staly sie codziennoscia . No
bo kogo dzisiaj szokuje murzyn z blondynka czy Chinka z Arabem ? Sa i
takie pary w ktorych trudno okreslic pochodzenie tak jednego jak i
drugiego po wczesniejszym koktajlu ich rodzicow .
Wiem , ze "naturalista" powiedzial by mi , ze krzyzowanie sie wzmacnia
gatunek , wzbogaca adn itp. ja jednak szara myszka konserwatystka mam z
tym powazny problem :/ I niestety na dzien dzisiejszy nie potrafie tego
przeskoczyc . Nie jestem " rasistka" , ale tak jak juz wspomnialam
zatwardziala konserwatystka w tej przynajmniej kwesti ;)
Przekonalam sie , ze kraj multietniczy z calym swoim bogactwem
kulturowym tonie w konfliktach a zwiazkom mieszanym przypada dokladnie
ten sam sort .
Oczywiscie nie ma tu zadnej enigmy jesli wyraze iz wg. mnie najbardziej
kolidujaca kultura osiadla we Francji jest kultura muzulmanska .
Dlaczego kolidujaca ? - Pewnie dlatego , ze kazdy Francuz muzulmanski
jest najpierw Islamista , a potem Francuzem . Dlatego tez pewnie , ze
jedyna polityke ktora uznaja to ich wlasna religia . Do integracji wiec
niedochodzi . Francuzi uwiklali sie we wlasnej pulapce odpowiadajac na
potrzeby muzulmanskich wyznawcow w strachu przed obwieszczeniem iz sa
rasistami . Problem w tym , ze sytuacja wymyka sie spod kontroli i
przybiera pelnych obaw proporcji ... Na ten przyklad rodzina swiezo
przybyla np. z Senegalu po pierwszym zlozonym podaniu o mieszkanie ,
dostanie je ... Natomiast rodowity Francuz bedzie musial na nie poczekac
z 10 lat . Miejsce w przedszkolach rowniez wydaja sie byc rezerwowane
dla wielodzietnych rodzin muzulmanskich gdzie rodzice nie pracuja .
Francuska rodzina , gdzie rodzice pracuja moze sobie przeciez pozwolic
na nianke . A tym nielicznym , ktorym uda sie zdobyc miejsce dla ich
dziecka , placa 3 , 4 razy wiecej . Tu mamy dwie logoki ; trzeba wpuscic
troche rodzicow pracujacych , zeby oplacili tym , ktorzy nie pracuja .
No i druga logika uderzajaca ; ci ktorzy nie pracuja szukaja pracy , a
we Francji szukanie pracy to tez praca . Problem w tym , ze sa tacy
ktorzy szukaja jej tak by jej nie znalezc , bo zycie przeciez jest o
tyle tansze na takim statusie . Z systemu we Francji i jego przywilejow
najwiecej korzystaja Muzulmanie , jednak ciagle sa nieusatysfakcjonowani
...
W naszym przedszkolu organizujemy fety z okazji Bozego Narodzenia
oczywiscie bez najmniejszego sladu Jezusa w stajence , jak i swieta
Wielkanocne i tu tez bez Baranka Bozego . I nawet przy tak "laicznym"
podejsciu do sprawy mamy rodzicow , ktorzy nie zycza sobie i swoim
dzieciom uczestniczyc w tego typu imprezach . Przygotowane wiec
paczuszki z jajeczkami czekoladowymi i zajaczkami zostaja dla personelu
;) . Spotkalam sie rowniez z zastrzezeniem urzadzania urodzin dziecka w
przedszkolu poniewaz to koliduje rowniez z ich wiara . W przedszkolnym
menu nie oswiadczysz wieprzowiny i tylko patrzec jak przejdziemy w ogole
na mieso halal ... A tak przy okazji to juz powstaja Mcdonaldy "halal" .
W marketach mamy juz coraz to bardziej obszene rejony z produktami
halal . Pracownicy muzulmanscy maja teraz swoje wolne dni od pracy w dniu
ich swiat , nie liczac , ze rowniez odpoczywaja podczas naszych swiat -
to paradoksalnie nie przeszkadza im ...
No i jak sie tak czlowiek zastanowi to trudno znalezc tu jakas forme
wymiany ? To jest cos bardziej jak odpowiadanie na potrzeby pewnej (
niebagatelnej) grupy spolecznej nic nie otrzymujac w zamian chyba , ze
ciagle protesty ... dlaczego nie mozemy chowac sie w czadorze ? Dlaczego
nie mozemy modlic sie na ulicach ...
I tak malymi kroczkami , takimi niewinnymi zblizamy sie nie do wielkiego
bogactwa multikulturowego , ale do progresywnej "eksterminacji"
tozsamosci francuskiej .
Sympatyzowalam z nasza dawna sekretarka pochodzenia muzulmanskiego . A
wszystko zaczelo sie od pogaduszek kulinarnych . Od przepisu przez
przyprawe doszlysmy do bardziej osobistych tematow , gdzie dowiedzialam
sie , ze jej maz to Francuz . Poniewaz wiedzialam , ze jest dosc
praktykujaca zapytalam zaciekawiona jak radzi sobie z ta roznica na
dzien powszedni .Z dziecmi , ich edukacja z tym co na stole itp. Okazalo sie
, ze poradzila sobie swietnie , bo maz przeszedl na jej religie
poniewaz nie mogla by pocalowac mezczyzny , ktory piec minut wczesniej
jadl swinie ... Pewne pytania nasuwaja sie tu same .... Obecnie zyja w
seperacji gdzie dodatkowo rodzice tak jej jak i jego podtrzymuja
sytuacje by uratowac kazde z nich wlasne dziecko .
Pracuje tez z Portugalka ,ktora zalozyla rodzine z muzulmanskim
Francuzem - "sacré mélange" biorac pod uwage portugalska mentalnosc
.Rodzina jednak funkcjonuje i ma sie dobrze , bo dziewczyna swietuje
Ramadan , nie je wieprzowiny ... powiedzmy czesciowo przebrala koszulke .
Ma to jednak swoj oddzwiek na zyciu dzieci . Od jednych dziadkow slysza
to , od drugich tamto ... A Ruth , mama ich , nie zawsze radzi sobie z
argumentacja w "za" i "przeciw" , a dzieci z nantury sa dociekliwe i
coraz trudniej jest je zbyc .
Znam wiele przykladow rodzin mieszanych , ktore utwierdzaja mnie za
kazdym razem w moim przekonaniu . Wyglada na to , ze nic dobrego z tego
nie wychodzi . Mowa o tym jak bardzo wzbogacajace jest zycie dzieci w
podwojnej kulturze , jest dla mnie wyrazem najwiekszej hipokryzji jaka
slyszalam . Byc moze myle sie . Moze jestem zbyt dorazna i
krotkowzroczna , ale wierzcie mi , nikt nie zdolal mnie jeszcze
przekonac , ze jest inaczej ... Z czystej obserwacji i pewnych zwierzen
dostrzegam jedynie rodzaj nieustannej frustracji rodzicow , dzieci i
tesciow . Sprzecznosci i zakazy jednej kultury zbyt mocno koliduja z
druga . Jedna probuje wyprzec druga , przez co , tak jedna jak i druga
traci na swojej calej okazalosci . Mysle , ze nawet najwieksza milosc w
takim ukladzie nie jest w stanie przeskoczyc gory konfliktow , ktora z czasem tylko pnie sie w gore ...
Na koniec powiem juz krotko ;mysle , zeby rzeczywiscie ocalic bogactwo kultur
tego swiata , nie powinnismy sie mieszac . Mysle , ze to jedyny sposob
na ocalenie ich roznorodnosci .
ps. nie pamietam kiedy pisalam w jezyku polskim . Ostatni raz chyba
tutaj na blogu .Prosze wiec o tolerancje w mozliwych przekretach
stylowych , interpunkcyjnych , ortograficzno-gramatycznych .
I wybaczcie mi tez brak polskich znakow ( strasznie sie to musi czytac )
ps.2 Moje drogie "zakodowane" czytelniczki nie moge sie do was dostac , bo pogubily mi sie dawniej zarejstrowane kody do waszych blogow :/
adres na ktory mozecie je przeslac to : gdzk@free.fr